“Powrót do Brideshead” Znienawidzisz Brideshead
O filmie: “Powrót do Brideshead”
Znienawidzisz Brideshead, które dla przybyłych jest miejscem wspaniałym, a dla mieszkających jest pełne bolesnych wspomnień. Być może będziesz mieć wątpliwości, czy fanatyczne oddanie religii nie jest czymś “złym”? Być może zszokuje Cię rozwiązłość arystokracji lub homoseksualny romans głównego bohatera spowoduje niestrawności żołądka (u mnie spowodował). To nic.
Będziesz próbować odnaleźć sens w tym filmie. Jeśli odnajdziesz napisz, bo ja mam mętlik w głowie nawet po kilku dniach.
Czy to film o miłości, czy o podziałach, o rasizmach, o dojrzewaniu, o odpowiedzialności? O tym wszystkim?
trailer:

opis dystrybutora:
“Powrót do Brideshead” to pełna namiętności historia miłosnego trójkąta, utraconej niewinności oraz wystawionej na próbę siły charakteru. A w tle splendor i dekadencja, chylącej się ku upadkowi angielskiej arystokracji, u progu drugiej wojny światowej. Rozgrywająca się trzy dekady historia rozpoczyna się w 1925 roku w Oksfordzie, gdzie na studia trafia zdolny, lecz skromnie urodzony Charles Ryder. Przypadkowa znajomość z rozpasanym i dekadenckim Sebastianem Flytem szybko przerodzi się we wzajemną fascynację. Zauroczony bogactwem, nonszalancją i ekstrawaganckim stylem życia młodego arystokraty, Charles daje się zaprosić do Brideshead – rodzinnej posiadłości lordów Marchmain. Tam, przyjemności sielskiego życia w oparach wystawnych alkoholi i ekstrawaganckich ekscesów narażą mieszczańskie zmysły Charlsa na kolejne pokusy, z których bynajmniej nie najmniejszą będzie siostra Sebastiana Julia. Między Sebastianem, Charlesem i Julią tworzy się więź oparta na erotycznej fascynacji i intelektualnym pokrewieństwie. Jest tylko jedna rzecz, która dzieli trójkę młodych ludzi – religia. Charles jest ateistą, a Sebastian i Julia zostali wychowani w radykalnie katolickim domu, prowadzonym żelazną ręką przez lady Marchmain.
“Powrót do Brideshead”- długo przeze mnie oczekiwana pozycja filmowa, miałam ogromne nadzieje, że w końcu “zrodził” się film, który zapadnie na długo w mej pamięci, dekadentyzm, wytworność salonów arystokracji, no i Emma Thompson.
W miarę upływu filmu moje nadzieje słabły, zdarzały się momenty, gdy miałam wrażenie, że film już się kończy, jednak Julian Jarrold “przeciągał” wielowątkowość w nieskończoność. Czułam się niezmiernie zmęczona wątkami, których nie brakowało.
Myślę, że można było stworzyć niezły film wykorzystując wyłącznie jeden wątek (choćby rozterki Sebastiana) , jego nadzieje na przyjaźń, odrzucenie, alkoholizm, upadek.
Atmosfera umierającej epoki (która jest niepotrzebnie cyzelowana aż do “błysku”, który wabi jak tandetna bransoleta), przeniosła i na mnie uczucie obumierającej nadziei na dobry film.